Donald Tusk być może przesypia jedną z lepszych okazji do politycznego ataku, jaka mu się przytrafiła w tej kadencji. Premier przez pierwsze dni od pojawienia się informacji o problemach klientów platformy Zondacrypto milczał, a następnie ogłosił zdawkowo, że prokuratura "podejmie odpowiednie działania".
Nieco więcej inicjatywy podjął w dniu sejmowego głosowania nad odrzuceniem drugiego weta do ustawy regulującej rynek krytpowalut i następnego dnia, gdy zatweetwał “Zonda zondzi w PiSie”. Niemniej wydaje się, że Tusk dostał na tacy gotową aferę, która mogłaby spowodować małe polityczne trzęsienie ziemi, ale podjada z niej jedynie okruchy. Gdyby role były odwrotne i to prezydent z KO zawetował ustawę regulującą kryptowaluty, a następnie upadłaby jedna z największych giełd, zostawiając kilkadziesiąt tysięcy klientów na lodzie, PiS powoływałby już komisję śledczą, prawicowy internet skleiłby z tego Tuska z mafią i ruskimi pieniędzmi, a Zbigniew Ziobro wpadłby w szał konferencji prasowych. Tymczasem ruchy KO są anemiczne. Żeby zrozumieć, dlaczego to takie zmarnowane polityczne złoto, warto przez chwilę zatrzymać się przy samej aferze.
Platforma z aferami w tle
Kilka tygodni temu money.pl i Wirtualna Polska opublikowały analizę firmy Recoveris, z której wynikało, że gorący portfel bitcoinowy Zondacrypto praktycznie przestał istnieć. Rezerwy bitcoinów spadły z 55,7 BTC w sierpniu 2024 roku do 0,18 BTC w marcu 2026. W tym samym czasie z giełdy wytransferowano przez ponad pięćset przelewów ponad 76 mln zł na konto konkurencyjnej platformy Kraken. Klienci zaczęli masowo zgłaszać niemożność wypłaty środków, prokuratura wszczęła śledztwo pod kątem oszustwa i prania brudnych pieniędzy, a wstępne szacunki mówią o stratach co najmniej 350 mln zł i nawet 30 tysiącach poszkodowanych.
Historia Zondy sięga 2014 roku. Platforma, która początkowo nazywała się BitBay została założona przez Sylwestra Suszka, który szybko zyskał przydomek "polskiego króla bitcoinów". Już wtedy pojawiały się pytania o kapitał na rozruch platformy, a śledztwa dziennikarskie sugerowały powiązania z osobami ze środowisk przestępczych. W 2021 roku firma przeszła rebranding na Zondę, a Suszek zakończył w niej jakąkolwiek aktywność. Według ustaleń mediów w ostatnim okresie obawiał się o swoje bezpieczeństwo i przepisywał majątek na inne osoby. W marcu 2022 roku pojechał na spotkanie biznesowe w Czeladzi i zniknął. Prokuratura prowadziła śledztwo przez trzy lata, nie doprowadzając do żadnego przełomu, a Suszek jest oficjalnie uznawany za zaginionego, chociaż według wszelkiego prawdopodobieństwa nie żyje.
Nawrocki wetuje ustawy, Zonda spronsoruje polityków prawicy
Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie wdrożył rozporządzenia MiCA regulującego rynek kryptoaktywów, choć termin na implementację minął pod koniec 2024 roku. Rząd Tuska uchwalił stosowną ustawę w listopadzie 2025, dając KNF narzędzia do interwencji na tym rynku, których dotąd nie miała. Nawrocki zawetował ją w grudniu. Sejm próbował weto odrzucić, zabrakło głosów. Rząd wniósł projekt ponownie, Nawrocki zawetował go w lutym 2026. W piątek 17 kwietnia Sejm po raz drugi nie zdołał weta obalić, brakowało dwudziestu głosów, a PiS i Konfederacja głosowały zgodnie z oczekiwaniami. Pierwsze z tych głosowań odbyło się kilkanaście dni po tym, gdy klienci Zondy zaczęli publicznie alarmować, że nie mogą wypłacić swoich pieniędzy.
Mentzen jako jeden z niewielu wziął na siebie ciężar publicznego komentowania sprawy i słusznie zauważył, że gdyby rząd dotrzymał pierwotnego terminu implementacji MiCA, ustawa obowiązywałaby już od połowy 2025 roku. To uczciwa obserwacja, choć wymagałaby uzupełnienia o informację, po której stronie stał sam Mentzen przy obu głosowaniach nad wetem.
Wróćmy jednak do tego, co sprawia, że Zonda jest czymś więcej niż kolejną aferą finansową. Zondacrypto przez ostatnie lata finansowała prawicową scenę polityczną z imponującą regularnością. Pieniądze trafiły do fundacji Instytut Polski Suwerennej związanej ze Zbigniewem Ziobrą i do fundacji "Dobry Rząd" posła Konfederacji Przemysława Wiplera. Giełda była głównym sponsorem CPAC w Rzeszowie, imprezy, na której aktywnie promowano kandydaturę Nawrockiego. Tusk dorzucił w Sejmie wątek rosyjskich powiązań, powołując się na informacje ABW o związkach z rosyjską mafią i służbami. Prokuratura to bada i do czasu wyroku należy zachować rezerwę, choć reszta tej historii raczej nie przemawia za tym, żeby ta firma budziła jakiekolwiek zaufanie.
Układ jest więc następujący: Nawrocki wetował ustawę regulującą rynek, na którym działała firma finansująca jego kampanię. PiS i Konfederacja głosowały przeciwko ustawie chroniącej klientów giełdy, która w ten lub inny sposób miała powiązania z politykami prawicy. Firma zarejestrowała się w Estonii, przez co - bez ustawy odrzuconej przez prezydenta - polski nadzór finansowy nie ma nad nią kontroli, co pozwoliło właścicielom Zondy spokojnie działać by wytransferować pieniądze tysięcy Polaków.
Afera Zondy jak afera SKOKów czy Amber Gold?
Tutaj wracamy do pytania z początku i warto spojrzeć na nie przez pryzmat historii nieco dłuższej niż ostatnie dwa tygodnie. Afera SKOK Wołomin była jedną z największych afer finansowych po 1989 roku: klienci stracili trzy miliardy złotych, a pieniądze były dosłownie wynoszone z kasy w reklamówkach z Biedronki. Mechanizm był czytelny: SKOK-i przez lata działały poza nadzorem KNF, bo ustawa wprowadzająca ten nadzór była blokowana kolejnymi instrumentami prawnymi. Lech Kaczyński skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Andrzej Duda jako poseł głosował przeciwko. Przez cały ten czas pieczę nad kasami sprawował Grzegorz Bierecki, senator PiS i wieloletni szef Krajowej SKOK. Powiązanie między PiS a aferą było bezpośrednie i doskonale udokumentowane. Rząd Platformy nigdy nie zdołał tej narracji zbudować i przykleić PiS łatki "partii SKOKów".
Tymczasem z aferą Amber Gold, gdzie jedynym uchwytnym powiązaniem z rządem Tuska był fakt, że jego syn przez kilka miesięcy dorabiał w liniach lotniczych będących spółką zależną firmy oszusta, PiS zbudował całą narrację sklejającą Tuska z aferą, a po dojściu do władzy w 2016 roku powołał nawet komisję śledczą. Metoda była prosta: regularnie wciągaj Tuska przed kamery i zadawaj mu pytania o to, czy wiedział o przekrętach. Nawet jeśli nic z tego nie wyniknie, skojarzenie zostanie. Prokuratura oczyściła Michała Tuska z zarzutów, ale ta informacja nikogo nie interesowała, bo celem nie było skazanie, lecz właśnie to skojarzenie.
To jest różnica między polityką jako walką o władzę a polityką jako zarządzaniem państwem. I teraz mamy Zondę, gdzie powiązanie jest wielokrotnie bardziej bezpośrednie niż syn premiera dorabiający u niezbyt roztropnie wybranego pracodawcy. Firma finansowała eventy na trasie kampani prezydenta, który z kolei wetował ustawę regulującą jej działalność. Politycy, którzy pobierali od niej pieniądze, głosowali przeciwko ustawie chroniącej jej klientów. Nawrocki zdążył ogłosić, że "ani przez sekundę nie żałuje" weta i zarzucić Tuskowi opieszałość, zanim rząd w ogóle zebrał się na spójny przekaz.
Tusk wygra wybory wtedy, kiedy zrozumie, że dobra historia opowiedziana w odpowiednim momencie to też forma sprawowania władzy. Nie chodzi o schodzenie do poziomu komisji śledczych jako cyrku ani puszczanie trolli w ruch na każdą okazję. Chodzi o to, żeby wiedzieć, kiedy dostajesz w prezencie polityczny prezent i umieć go wykorzystać.